Autor Wątek: Włosowe grzeszki, czyli czego nie robić  (Przeczytany 9055 razy)

Październik 06, 2014, 09:37
Przeczytany 9055 razy

MissySeepy

  • Matka Boska Falowana :D
  • *****
  • S.W.A.T.
  • Wiadomości: 6949
    • Awards
  • Porowatość: średnia
  • Typ włosa: fale 2a
  • Stan: zdrowe
  • Podatność na obciążenie: niewielka
  • Skóra głowy: przetłuszczająca się
  • Farbowanie: Color&Soin
  • Długość: do ramion
  • Grubość kucyka: 9 cm
Włosowe grzeszki, czyli czego nie robić
« dnia: Październik 06, 2014, 09:37 »
Włosowe grzeszki, czyli czego nie robić

Na nic zda się nam olejowanie, odżywianie i zmiana szamponu na łagodniejszy, jeśli regularnie robimy naszym włosom krzywdę np. za pomocą prostownicy lub lokówki. Przygotowałam więc listę czynności, które są wybitnie szkodliwe dla naszej fryzury i powinniśmy je wyeliminować z naszej pielęgnacji lub ograniczyć do niezbędnego minimum. Oto siedem włosowych grzechów głównych*:
  • Wszystko, co gorące, czyli prostownice, lokówki, suszarki (gorący nawiew). Temperatura 220 stopni (lub większa) raczej nie jest odpowiednia dla czegoś tak delikatnego jak ludzki włos. Prostownice, lokówki, suszarki sieją spustoszenie nawet na odpornych na wszystko kosmykach. A w efekcie siano, susz, połamane i porozdwajane końcówki (i nie tylko). Przykro mi, ale na nic olejki, maski, odżywki, spraye zabezpieczające, jeśli regularnie używasz tych narzędzi szatana. Nawet nie chcę myśleć o włosach wystawianych ciągle na działanie gorąca i mytych tylko drogeryjnym szamponem... Ałć.
  • Brak zabezpieczenia.If you know, what I mean :P  A tak całkiem serio, to brak silikonowego serum w łazience każdej szanującej się włosomaniaczki to prawdziwa zbrodnia. Tak, wiem - silikony ogólnie są be, ale w rozsądnej ilości i użyte właśnie do zabezpieczania (końcówki, wierzchnia warstwa włosów) nikomu nie zaszkodzą, a wręcz przeciwnie. I jeszcze jedno. Ciągle trafiam na dziewczyny, które zachwalają jedwab Biosilka. Wyrzućcie go do kosza. Teraz. Mówię całkiem serio. Końcówki wyglądają dzięki niemu ładnie tylko na początku, potem stają się suche, bo ten produkt zawiera alkohol. Ten, kto wymyślił jego skład, powinien się smażyć w piekle. Więcej na temat zabezpieczania tu: KLIK
  • Spanie z mokrymi/rozpuszczonymi włosami. Przyznaję się bez bicia, czasem mi się to zdarza. I zawsze później żałuję. Mówiłam już, że włos to twór delikatny i wrażliwy? A co dopiero włos mokry! Jego łuski są rozchylone, więc jest dużo bardziej narażony na różnego rodzaju uszkodzenia. Dlatego też nie czeszemy naszych kosmyków na mokro (wyjątek: kręconowłose), staramy się myć włosy odpowiednio wcześnie, aby zdążyły wyschnąć, a do spania zaplatamy luźny warkocz lub upinamy w swobodny koczek (a jak się ładnie pofalują!). Jeśli już uparłaś się na spanie z puklami rozwianymi na poduszce, to zainwestuj w satynową poszewkę :)
  • Szeroko rozumiany brak delikatności.Włos wystawiony jest na masę niebezpieczeństw! A w okresie jesienno - zimowo - szalikowym to już w ogóle. Rozpuszczone pasma ocierają się o płaszcz czy szalik i zwyczajnie 'zużywają'. Trzeba na nie uważać także podczas zapinania kurtki (pamiętasz jak mama zawsze przycinała Ci brodę? Bolało, prawda? Włosy też tego nie lubią!) i pilnować, żeby nie dostały się pod pasek torebki. Poza tym pod niedelikatnym obchodzeniem się z włosami rozumiem też szarpanie ich szczotką, tarcie szorstkim ręcznikiem, tapirowanie (o zgrozo!), podcinanie tępymi nie-fryzjerskimi nożyczkami (rozdwojone końcówki w ekstraszybkim tempie gwarantowane). Szczególnie szybko niszczą się końce naszych kosmyków, więc jeśli zapuszczasz włosy i z okazji każdego nowego centymetra masz ochotę otwierać szampana, bądź dla swoich włosów delikatna!
  • Tona pianki i lakieru.Większość kosmetyków stylizujących zawiera wysuszający Alcohol Denat. Poza tym wyczarowanie na głowie np. pięknego koka często wiąże się z tapirowaniem, ciągnięciem włosów w każdą stronę (co osłabia cebulki), używaniem lakieru/pianki/żelu (susza), używaniem gumek - nierzadko z metalowymi elementami - i wsuwek, które też raczej nie służą naszym kosmykom. Nie znaczy to, że masz wyglądać jak mniszka/elf/Samara z 'The Ring' i nosić tylko rozpuszczone włosy, szkodliwe będzie regularne cudowanie ze skomplikowanymi fryzurami wymagającymi utrwalenia. Ale raz na jakiś czas można zaszaleć z jakimś lakierem z brokatem :D 
  • Brak nawilżaczy. Chyba nie muszę komentować. Mycie włosów szamponem z detergentami i brak maski lub chociaż odżywki/sama silikonowa odżywka to nie pielęgnacja.
  • Farbowanie i rozjaśnianie. Za to to już na pewno będziesz się smażyć w piekle. Włosy traktowane regularnie taką dawką chemii da się co prawda doprowadzić do dobrego stanu, jednak jest to nie lada wyczyn. Na farbowanie co miesiąc możesz sobie pozwolić, jeśli masz dobre geny lub włosy w świetnej kondycji. Masz wśród znajomych dziewczynę z czupryną rozjaśnioną do platyny? Przyjrzyj się jej włosom. Dam sobie rękę uciąć, że są przesuszone, cieniutkie, a końcówki przerzedzone jak zęby szczerbatego pięciolatka. Oczywiście od każdej reguły są wyjątki, jeśli do nich należysz, to nie pozostaje mi nic innego, jak napisanie, że zazdroszczę :) Jeśli jednak uważasz, że farbowanie szkodzi Twojej czuprynie, zawsze możesz farbować tylko odrost lub przerzucić się na farby trochę bardziej naturalne lub ziołowe (henna).

* tekst zawiera śladowe ilości ironii, proszę go traktować z przymrużeniem oka ;)   
« Ostatnia zmiana: Październik 06, 2014, 21:00 wysłana przez MissySeepy »


 

Related Topics

  Temat / Zaczęty przez Odpowiedzi Ostatnia wiadomość
662 Odpowiedzi
108532 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Wrzesień 08, 2017, 11:51
wysłana przez Isabel
36 Odpowiedzi
26303 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Sierpień 28, 2017, 22:24
wysłana przez yoostii
16 Odpowiedzi
12164 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Wrzesień 22, 2015, 00:14
wysłana przez Lillian
6 Odpowiedzi
4815 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Czerwiec 25, 2017, 00:09
wysłana przez mada.lena
4 Odpowiedzi
2781 Wyświetleń
Ostatnia wiadomość Listopad 24, 2016, 20:30
wysłana przez eladore